Nie zamierzałem kupować tej książki. Zamówiłem w sklepie internetowym Moją Florencję Roberto Salvadoriego. Poszedłem odebrać zamówienie, byłem rozkojarzony. Zapłaciłem, wziąłem do ręki i dopiero wówczas spojrzałem – Contrapunctus, wydany w tej samej serii wydawnictwa Austeria, „Z rękopisów”, co Salvadori. Być może pomyliłem się przy zamawianiu, być może magazynier pomylił dwie niemal identycznie wydane broszurki. Nie zwróciłem jej jednak. Należy czasem zaufać przypadkowi.
„to w co uwierzysz / zostanie” – tak zaczyna się esej Wodnickiego, którego przedstawię przy innej okazji. Zaczyna się od wiersza z nieopublikowanego zbioru „Majaki” z 1953 roku. Contrapunctus wydano w 2020. Samo to już coś znaczy. Nie ma tu różnicy pomiędzy warstwami czasu, nie ma jej też pomiędzy prawdą a zmyśleniem. Przestrzeń Arles i historia współistnieją z mitem i kreacją. „między rzeczywistością a halucynacją – na obszarze wypełnionym znakami”, przestrzeni określanej przez Platona jako chora.
Jest takie miejsce w Poznaniu, na Wronieckiej, gdzie czas się niemal zatrzymał, gdzie dawno już temu urządzono bibliotekę sztuki. Ciężkie tomu albumów wykrzywiają ciasno upakowane półki, z braku miejsca na książki, w alejkach mających służyć ludziom, ustawiono metalowe regały poprzechylane dziś na różne strony – nigdzie nie trzymają pionu. Zajęte korytarzyki, wnęki książek są bodajże po to, by czytelnika nie wypuścić. Tam też powraca do mnie spojrzenie Wodnickiego, które sugeruje, że już to wszystko przeczytał, ale chętnie zrobiłby to jeszcze raz. Spojrzenie, które dostrzega świat zaczarowany na nowo, świat przebóstwiony zapomnianymi, smutnymi bogami. Io, woła, chcąc tych bogów przywołać. „Człowiecze nie łap ich za rękę, nie próbuj zatrzymać, ciesz się, że jesteś śmiertelny”. Noli me tangere, będące już jedynie echem.
![]() |
| Adam Wodnicki, Contrapunctus, Austeria 2019. |

Brak komentarzy