Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest zła powieść. Nie jest też wybitna. Warto czy nie warto ją przeczytać? Nie słychać odpowiedzi. Czas zerwać maskę recenzenta, czy – co bliższe prawdzie – przyznać, że nigdy jej nie było. Zamki z piasku to powieść A. Baricca. Wystarczy w kwestii oceny. Podejdźmy jednak do sprawy trochę inaczej…
Nie pociągały mnie nigdy eksperymenty językowe; zauważam je, ale unikam ich we własnym pisaniu. Postępuję tak, gdyż całkowicie pochłania mnie substancja życia. Ten, kto próbuje eksperymentować z językiem, rezygnuje z większej części tej substancji.
E. Canetti
Alessandro Baricco, powieściopisarz, eseista, muzykolog, gwiazda mediów włoskich, we Francji zwany „włoskim Paulem Coelhem” (chociaż to krzywdząca opinia). Castelli di rabbia to jego powieściowy debiut, nagradzany i ceniony przez czytelników, podobnie jak późniejsze jego powieści. I tak jak one – krytykowany. Niejaki pan La Porta pisał: „powieści Baricca są zawsze obiecujące i w pewnym sensie rozczarowują (…)”. Tak też było i w przypadku mojej lektury Castelli. Czytałem z przyjemnością intelektualnej szarady; po lekturze przyszła fala rzeczywistości i Zamki zwyczajnie zmyła z pamięci.
Inny pan, niejaki Serandi, wyliczył cechy prozy włoskiego autora: encyklopedyczna pamięć literacka, upodobanie do nieistotnych szczegółów, czerpanie garściami z literatury popularnej, pojmowanie literatury jako retoryki. Ten Coehlo we wstępie pojawił się nieprzypadkowo – Baricco lubi pięknym zdaniem nauczać życia, wskazywać duchową drogę. I po chwili uciec od pięknego, zbyt krągłego i obwieszonego kosztownościami zdania, w kombinatorykę formy. Zbliża się do substancji życia, lecz chce podejść zbyt blisko, wejść w sam szum banału, po czym czmycha w ostre tony eksperymentu, nawet jeśli nie ściśle językowego, to obecnego w żonglerce technik narracyjnych. Ot, taka rozrywka dla wykształconych, którzy przyjmą takiego Coelho jedynie w makijażu awangardy? Nie wiem, czytało się dobrze.
Harry Mulisch rozważał kiedyś na marginesie: istnieją słowopisarze (czyli poeci) oraz powieściopisarze, którzy to dzielą się na dwie podgrupy – zdaniopisarzy (czyli piszących niezapomniane zdania, np. Nabokov) oraz książkopisarzy (to ci od niezapomnianych dzieł, np. Dostojewski). Mulisch przekonuje: „Nabokov jest dobrym pisarzem, Dostojewski wielkim. Ze zdaniopisarza w złym przekładzie nie ostanie się wiele, dla pisarza nie ma to specjalnego znaczenia. Jego język musi zupełnie zniknąć”. Na całe szczęście dla zdaniopisarza Baricca został on wspaniale przetłumaczony przez Halinę Kralową. Całe zdania i akapity, zdania długości całych akapitów, sceny i eseizujące rozważania – niezapomniane, wynotowane. Cała powieść, jeszcze przed zamknięciem okładki, zaczyna znikać. Forma staje się szumem opowieści, które objawia się jako święto nieistotności dla technik narracyjnych i wyrazistych postaci. Cała powieść – ona znika. Ale pozostają zdania mogące służyć za całe powieści.
Zdarzają się takie rzeczy, które są jak pytania. Mija minuta, albo lata, a potem życie odpowiada. Minęło lat trzydzieści dwa, zanim Jun wzięła znów swoją walizkę, przycisnęła do piersi swoją paczkę i wyszła z domu pana Raila.
P.S. Dlaczego Baricco tak postępuje? Nawet tłumaczy się z tego w powieści, wystarczy zajrzeć na s. 22 do zdania zaczynającego się od: „Taki jest już los…”. Ale to autorska esencjonałka, nie nasza.
![]() |
| Alessandro Baricco, Zamki z piasku, tłum. H. Kralowa, Czytelnik 2006. |

Brak komentarzy