„Człowiek ciągle coś musiał, coś powinien, czegoś nie powinien, lepiej by zrobił, gdyby… Wciąż czegoś od człowieka oczekiwano, domagano się, żądano: zrób to! zrób tamto! a nie zapomnij o… ! (…) – wciąż presja, przymus, ponaglanie, wciąż podetknięty pod nos zegarek. O tak, rzadko dawali człowiekowi spokój…”. Historia pana Sommera pozornie dedykowana głównie młodzieży, to urocza mikropowieść o presjach i pierwszych niepowodzeniach dostosowania się, oraz – dla wielu być może nazbyt szokująca! – propozycja pewnego sposobu myślenia, który pozwoli wydostać się spod przytłaczającego ciężaru oczekiwań.
Tak jak w Pachnidle Patrick Süskind brał się za bary z nietzscheańskim Übermensch, proponując jego złowieszczą realizację, tak w Historii... wykłada przed czytelnikiem inny filozoficzny problem, tym razem ściśle przylegający do codzienności, bliskiej ciału życia koszuli – zniewolenie samym tymże życiem wobec wolności, którą przynosi śmierć.
Baśniowa sceneria lasów i jeziora nad którym wychowuje się mały bohater (wzorowana na krainie dzieciństwa autora), zamieszkana jest przez samych rozważnych ludzi oraz na wpół oszalałego starca Wiecznego Piechura, Pana Sommera, towarzyszącego życiu miasteczka niczym peryferyjne memento, z czasem odbarwia się (widać to doskonale na ilustracjach samego Sempé!) i powszednieje, a pierwsze obowiązki i niepowodzenia budzą spontaniczny sprzeciw małego serca. Niewinna, lekka powiastka inicjacyjna niespodziewanie objawia nam pewien sekret, który odkrywa mający zaledwie metr trzydzieści pięć wzrostu, ważący trzydzieści dwa kilo i noszący rozmiar buta trzydzieści dwa i pół bohater, o wiele wcześniej niż studenci filozofii, Cioran i spółka czy też schorowani staruszkowie.
W międzyczasie Pan Sommer niestrudzenie ucieka, a stara Pani Funkel wiecznie siedzi w fotelu i zajada ciastka. Mieszkańcy miasta uciekają od życia na dziesiątki różnych sposobów, a pośród nich dorasta ten znający sekret, który tymczasem zdążył już trochę podrosnąć i stać się znakomitym kolażem, najlepiej ze wszystkich odnajdującym równowagę na swojej drodze.
Po Historię pana Sommera warto również sięgnąć ze względu na ilustracje Sempégo (to ten od Mikołajka) oraz tłumaczkę, Małgorzatę Łukasiewicz. Niemal wszystko, co tłumaczy, jest najwyższej próby i w oryginale, i w przekładzie. A w tej małej książeczce zamieściła bodajże najlepszy fragment swojej pracy przekładowej: „Byłem dzieckiem szczęścia. Spoczęło na mnie przychylne oko samego Pana Boga. Byle tylko teraz, w stanie łaski – myślałem sobie – nie przegiąć pały!”.
![]() |
| Patrick Süskind, Historia pana Sommera, ilustr. Sempé, tłum. M. Łukasiewicz, Świat Książki 2006. |

Brak komentarzy